Autorka


Przeczytałam parę razy, że mam fajny nick. Miło. A dlaczego właśnie taką mam obecnie ksywkę? Pewnej grudniowej nocy (dokładnie czwartego grudnia 2010), tuż przed trzecią podczas rozmowy na fejsie mój wówczas przyszły chłopak stwierdził: „Od dzisiaj jesteś kotem. Masz zajebiste oczy, które są dobrze widoczne jak u kota i jesteś jak kot – miła, ale z pazurem, który może zadrapać, ale ja to lubię”. A glany mam na nogach mniej więcej od października do połowy kwietnia już od dwóch lat.
Urodziłam się jedenastego grudnia w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych o dwudziestej pierwszej dwadzieścia. Termin był w styczniu, ale wiemy, że im dalszy rocznik od mojego, tym gorzej.
Nigdy nie miałam o sobie zbyt dobrego zdania, a teraz jest ono jeszcze gorsze. Moje odbicie przedstawia po prostu niewysoką, drobną, trochę chudą, bladą dziewczynę o delikatnych rękach z pazurami, którymi drapie nawet siebie samą, niebieskich oczach (których nie cierpi, wolałaby brązowe, lecz nie mogłaby wtedy malować ich na fioletowo) skrytych za okropnymi okularami (gdyby nie one, mogłaby być całkiem ładna), niemal już wyprostowanych zębach, zawsze rozpuszczonych, gęstych, długich do talii ciemnych włosach, które niestety się niszczą (a bez tego mogłyby być prawdziwym atutem; czemu nie mogą znów sięgać pasa?!); ich naturalny kolor to jasny brąz (w dzieciństwie nawet blond), lecz kasztanowa farba okazała się nie zmyć, więc poprzez czerń i rudy pozostały ciemnobrązowe; ciekawe, co będzie po farbowaniu na fiolet i czerwień.

Mam torbę pełną przypinek, naszywek i agrafek, co nieźle mnie reprezentuje. Uwielbiam nosić muzyczne koszulki, koszule, czarne bądź czerwone rurki i trampki z Jimem Morrisonem lub The Union Jack (ale można mnie parę razy w roku spotkać w sukience i koturnach czy balerinach). Na szyi zawsze mam apaszkę, a na nadgarstku pieszczochę. Zwracam uwagę na szczegóły, takie jak sznurówki – nie lubię zwykłych białych w trampkach i czarnych w glanach (także przez moje zamiłowanie do punkowej subkultury), tradycyjnie zawiązanych; moje sznurówki tworzą triadę. Nie wyjdę z domu bez podkładu, a odkąd zostanę licealistką także bez mascary i kredki do oczu. Uwielbiam mieć kolorowe paznokcie, może dlatego, iż gimnazjalny matematyk częstuje nas zmywaczem. Zawsze używam też perfum, choć w sumie ich nie czuję; najbardziej lubię migdałowe, miodowe, fiołkowe, śliwkową mgiełkę i Playboy Play It Rock.

Jestem aspołeczną mendą, ale niestety nie tak bardzo, jak bym chciała. Do tego mieszkam w małym, nietolerancyjnym miasteczku na Lubelszczyźnie (nie to, żebym była tępiona przez miłość do rocka, bo sporo tu ludzi w glanach i mamy zajebisty rockowy zespół Ulica, na którym koncercie niekiedy można zaliczyć niezłe pogo; nawet pojawiłam się w ich teledysku), które znam na pamięć, więc już nie chce mi się wychodzić, chyba że na ciuchy i po Tymbarka. Dlatego okropne, żółte ściany mojego zimnego, małego pokoju z widokiem na "autografy" na supersamie są wyplakatowane, odkąd zaczęłam kupować gazety (czyli od końca piątej klasy jakoś do połowy drugiej gimnazjum, później sporadycznie) – obecnie dominują 30 Seconds to Mars, Nirvana, Metallica i Michael Jackson, poza tym mam mnóstwo pocztówek z kotami, a lustro na szafie okalają karteczki z narysowanymi logami zespołów.
Ze względu na swą samotność dużo obserwuję ludzi (co zwykle mnie do nich zniechęca, i tak mnie zawiedli), dużo myślę, dużo tworzę. Nie rozumiem ludzi, którzy mówią publicznie o swoich wadach, a zwłaszcza, że są głupi – według mnie przyznanie się do tego jest szczytem tego idiotyzmu oraz zniechęca osoby trzecie do danej persony.
Niemały wpływ na moją egzystencję miał pewien człowiek, którego nienawidzę, kiedy mi się o nim przypomni, dlatego raczej nie będę o nim wspominać. Jednakże gdyby relacje z nim potoczyły się inaczej, nie zaczęłabym chodzić do kościoła (wiara w Boga jest dla mnie cholernie ważna; gdyby nie istniał, byłabym rośliną) i nie zaczęłabym się zmieniać na lepsze, nie byłabym tą osobą, którą jestem dzisiaj. Nie żałuję niczego w moim życiu, choć zwykle nie byłam szczęśliwa. Cóż, chyba zawsze będę cicha, wycofana, nieśmiała, pesymistyczna... Lecz poza tym szczera (cenię to sobie jak nic!), troskliwa, zabawna (jak się rozkręcę). Jestem dumna z bycia mańkutem, jak Einstein, Cobain, Hendrix, McCartney, Starr, Beethoven, da Vinci, Michał Anioł, Bonaparte, Cezar, Monroe, Sting, Bowie, Riedel, McKagan, nasz Tomofo oraz paru innych geniuszy (i jak geniusz gadam do siebie, skoro z ludźmi nie lubię). Poza tym nie znoszę się mylić, bo czuję się wtedy, jakbym była głupia.
Nienawidzę palenia! Całowanie popielniczki jest OHYDNE. Za to uwielbiam tabaczyć. Kiedyś nienawidziłam też alkoholu, ale teraz bardzo lubię wino, nawet (a może zwłaszcza) tanie. Twarde narkotyki mnie nie kręcą, zażywanie koki oraz hery jest dla mnie głupie i bezsensowne.
Włączam muzykę jak tylko się obudzę, nie mogę bez niej wytrzymać, nawet pod prysznicem! W szóstej klasie słuchałam gwiazdek Disneya (Jonasów oraz Miley, a co!) i od czerwca 2008 uwielbiałam Ewę Farną (obiecała być rockowa!); dzięki jej występie w Szansie na sukces poświęconej Michaelowi Jacksonowi pod koniec listopada 2009 zostałam wielbicielką Króla Popu, Rocka i Soulu, choć wcześniej znałam jedynie Billie Jean i We Are the World. Dzięki przyjaciółce jesienią 2010 zaczęłam słuchać Nirvany, a niedługo później zostałam fanką Guns N’ Roses. Na początku zimy chłopak zapoznał mnie z Republiką, którą bardzo uwielbiam; poznałam wtedy też wielu innych artystów, których w większości każdy powinien znać, moim zdaniem. Marsów odkryłam pod koniec marca lub na początku kwietnia 2011, zaczęło się od linka na Facebooku (notabene wrzuconego przez kolegę słuchającego raczej rapu) z utworem The Story, który wciąż jest moim ulubionym. Poznałam też ich kilka innych piosenek oraz pobrałam dwa ostatnie albumy, ale tamtej wiosny wygrał polski rock – Chylińska i Nosowska. Do Marsów wróciłam podczas tegorocznego majowego weekendu, gdy chciałam coś poczytać, ale o tym za chwilę. Dodam jeszcze, że ściągnęłam sobie kiedyś Buddhę for Mary, jako że moja przyjaciółka umieściła ją w notce na fotoblogu, ale nie spodobała mi się. Tak samo było na początku z Ramones, Sex Pistols, Stonesami i Doorsami, których wszystkich teraz uwielbiam. Podsumowując, lubię niemal wszystkie dobre rockowe zespoły, poza Deep Purple (ale lubię album Machine Head) i Rainbow. Z innej beczki słucham Adele, Birdy, Taylor Swift, Gotye, Michaela Jacksona, Prince’a, Stinga i Boba Marleya. A gdybym miała wymienić ulubione utwory, to Stairway to Heaven Zeppelinów, Waiting in Vain Marleya, Wild Horses Stonesów, Yesterday Beatlesów, Under the Bridge Red Hotów, High Hopes Floydów, Everlong Foo Fighters, All Apologies Nirvany, Alien Bush, Trzy zapałki TSA, Na barykadach walka trwa Republiki, Cała w trawie Dżemu, Fade to Black Metalliki, Sweet Leaf Sabbatów, Purple Rain Prince’a, Someone Like You Adele, Black Pearl Jamu, This Is Not a Love Song Pistolsów, Here Today, Gone Tomorrow Ramones, Love Song AC/DC, Zamiana Myslovitz, Hurricane Marsów, Skinny Love Bona Ivera, Breathe Paramore, Love Never Felt So Good Michaela Jacksona, Mimo wszystko Heya, Los cebula i krokodyle łzy Comy, Kotów kat ma oczy zielone Pidżamy Porno, Seasons of Wither Aerosmith, The Scientist Coldplaya, All Around Me Flyleaf, Każdego dnia Mesejah, Total Eclipse of the Heart Bonnie Tyler, Addicted to Love i Heavy in Your Arms Florence + the Machine, 10 Years McKagana, Cocaine Loaded, Starlight i Gotten Slasha, Shuffle It All Izzy’ego Stradlina and the Ju Ju Hounds, Think About You i So Fine Gunsów, Jest super T.Love, Drive R.E.M., Sztuka latania Lady Pank, Shape of My Heart Stinga, Kwaśna przygoda O.N.A., I Hate Everything About You Three Days Grace, Piece of My Heart Joplin, Little Wing Hendriksa, Atwa SOADu, Love Street Doorsów, Hurt Nine Inch Nails, I Don't Love You MCR, Mad World Gary'ego Julesa, Król i królowa Ulicy (miejscowego zajebistego zespołu)... Dobra, dosyć! I btw. lubię piosenki dla samobójców ^^. Sami widzicie, cholernie kocham muzykę i mogę gadać o niej bez przerwy! Nawet chciałam grać na akustyku, kupiłam sobie rok temu czarnego Squiera, grałam z dużymi przerwami i jesienią miałam spore zamieszanie, gdy chciałam przestroić gitarę i pękła mi struna; nie potrafiłam ich założyć, rwały się, facet w muzycznym jedną basową mi źle założył, a druga i tak nie chce stroić, więc nie wyciągam gitary z pokrowca. Niestety, jestem totalnie niezorganizowana, ciągle marnuję czas i nie nadaję się do niczego... Przynajmniej aktywnie słucham, wczuwam się, a jak jestem na koncercie i poguję, to ho ho!
W podstawówce czytałam dużo książek, ale przestałam (przez to cholernie niezorganizowanie), choć mam w planach zacząć ponownie; lubię Małego Księcia, My, dzieci z dworca Zoo (cholernie kręci mnie temat narkomanii!), Nikt nie wyjdzie stąd żywy o Morrisonie, Pozwól mi odejść, Zieloną milę, Harry’ego Pottera (kocham trzecią część), Oskara i panią Różę, Olivera i zeszyt z marzeniami, Piotrusia Pana, Absolutnie zwyczajny chaos, Dynastię Miziołków, Elitę, Serię Niefortunnych Zdarzeń, Zmierzch (pierwsza część najlepsza), Dwie dziewczyny i chłopaka, Jesienną miłość, S@motność w sieci, Alicję i ciemny las... Za filmami nie przepadam, ale dobre oglądam, np. Requiem dla snu, Był sobie chłopiec, Zielona mila, Forrest Gump, This Is It, Odlot, Amelia, Nigdy w życiu, Miasto Aniołów, Marzyciel, Upiór w operze, Tylko mnie kochaj, Leon Zawodowiec, 7 narzeczonych, Sala samobójców, Randka w ciemno, 8 mila, Walentynki, Wielkie nadzieje, Seks w wielkim mieście, Dzień świra, Świadek koronny, Joe Dirt, Idealny facet dla mojej dziewczyny, Bezsenność w Seattle, Prosto w serce (ang. Music & Lyrics), Mr. Nobody, Skazany na bluesa... Jeśli chodzi o seriale, to lubię pierwszą generację Skinsów, Świat według Kiepskich i Rodzinkę.pl, ale raczej nie mam na to czasu (a gdybym znalazła, to chętnie oglądałabym Dr. House’a oraz Jak poznałem waszą matkę?).
Pisanie? Jeszcze w przedszkolu lubiłam wymyślać historyjki o zwierzątkach, ale wtedy lepiej szło mi rysowanie, jednakże straciłam już ten talent. Mając jedenaście lat napisałam swój pierwszy wiersz i zaczęłam robić to częściej. Wcześniej pisałam w zeszycie infantylne opowiadanie, a rok później trzy takie zużyłam na jeszcze bardziej ckliwą historię. W piątej klasie założyłam swego pierwszego bloga, w którym umiałam coś ustawić (rok wcześniej założyłam pierwszego w ogóle), było to opowiadanie o Magdzie M.; w szóstej klasie założyłam już nieco lepszego bloga (co nie znaczy, że się go nie wstydzę) z historyjką o Jonas Brothers, której napisałam dwadzieścia trzy i kawałek rozdziału. Pod koniec pierwszej gimnazjum założyłam bloga z opowiadaniem o MJu (w sumie tu też się trochę wstydzę swego stylu, lecz dużo nad tą opowieścią pracowałam i poza tym jest niezła), które przez jakiś rok pociągnęłam do dwudziestu czterech rozdziałów oraz dwóch i pół strony (dziewięćdziesiąt stron) plus dziewiętnaście stron zawierających cztery rozdziały, które miały być później oraz trochę innych fragmentów. Na początku drugiej gimnazjum zaczęłam pisać Zachodnio-wschodnią metropolię o Guns N’ Roses, ale niedługo potem miałam chłopaka i nawet przestałam przy laptopie siedzieć, a co dopiero pisać. W sumie wyszło mi to na dobre, bo na początku podobał mi się Axl, a gdy w trzeciej gimnazjum wróciłam do pisania Metropolii zostałam żoną Duffa. Niestety, choć bardzo się starałam i bardzo mi zależało na tym opowiadaniu, w końcu nie udało mi się ukończyć rozdziału trzynastego... Poza tym zaczęłam się starać o oceny, by dostać się do liceum do Lublina i nie zgnić wśród tych ludzi, z czego i tak w końcu zrezygnowałam. W międzyczasie stworzyłam sporo krótkich opowiadań i tekstów piosenek, które zamieściłam na blogu; w wakacje przed trzecią klasą napisałam bardzo osobiste opowiadanie, które – uwaga! – zakończyłam! Prolog, osiem rozdziałów i epilog! Jak chcecie, mogę Wam przesłać, w sumie przeczytały je tylko moje dwie przyjaciółki. Wymaga poprawek, ale ze względu na temat nie jestem w psychicznym stanie ich dokonać.
Na opowiadanie o 30StM trafiłam bardzo dawno temu, mniej więcej wtedy, gdy założyłam bloga z historią o MJu, było to poprzez ocenialnię. Przy jakiejś okazji trafiłam też kiedyś na inne opowiadanie i zapisałam sobie tamtą stronę, jak miałam w zwyczaju. I jak już wspomniałam, podczas majowego weekendu zachciałam coś poczytać; przypomniała mi się kwestia o „Jaredzie psie na baby” z tamtych stron, więc zrobiłam małe wyszukiwanie i znalazłam! Było to bardzo miłe zakończenie weekendu, nawet w mojej głowie zrodził się nieśmiało pomysł, by może powrócić do pisania... Efekty widać na tym blogu.
Wiecie więc, co piszę, a jak to robię? Oczywiście przy muzyce. Szukam pomysłów w wielu źródłach – muzyce, książkach, historyjkach, filmach, cytatach, ciekawostkach... Lubię poznawać to, co mnie otacza. Moje główne bohaterki są do siebie podobne. Są trochę takie, jaka chciałabym być i trochę takie, jaka ja jestem. Zawsze mają problemy albo z ludźmi, albo ze sobą. Nie lubię tworzyć wielu wątków, więc moje opowiadania są ubogie w bohaterów. Odkryłam też niedawno, że chyba nie lubię pisać o kobietach, poza głównymi bohaterkami niewiele ich w moich opowiadaniach, jakoś wolę facetów (nie żebym się na nich znała). Dość dobrze mi się pisze i w pierwszej, i w trzeciej osobie (wolałam trzecioosobówkę, gdy czytywałam Harry’ego Pottera, ale uległo to zmianie, kiedy przerzuciłam się na sagę Zmierzchu). Tworzę szczerze i prosto z serca; wiele moich opowiadań jest bardzo osobistych oraz nawiązuje do przeżytych przeze mnie sytuacji. Poza tym nienawidzę błędów, to takie głupie, mieć niezły pomysł, a spalić wszystko złą ortografią i interpunkcją. Jeśli chodzi o bohaterów inspirowanych prawdziwymi ludźmi, lubię używać rzetelnych faktów na ich temat. Często czytam, iż mam bogate słownictwo – bardzo je sobie cenię.
Niestety, od paru miesięcy najprawdopodobniej mam depresję, przez co niekiedy nie mam ochoty rozmawiać, jestem niemal niezdolna do pisania, pesymistyczna i nawet płaczliwa. Może nie powinnam o tym wspominać, bo zostanę zjechana, ale to częściowo tłumaczy moje trudności – mam nadzieję, że je zrozumiecie, a może nawet mi pomożecie.
Plany na przyszłość? Klasa „dziennikarska” – rozszerzony angielski, polski i historia. Chciałam iść do klasy językowej z angielskim, polskim, francuskim i biologią lub do psychologiczno-pedagogicznej z angielskim, historią i biologią, lecz podczas wycieczki do Lublina, by złożyć papiery stwierdziłam, że nie opłaca mi się to, a pewnie i tak nie będę mogła studiować, dlatego zostałam w moim mieście. Chciałabym zostać psychologiem, jako że lubię pomagać ludziom i słyszałam parę razy, że się do tego nadaję. Alternatywnie miło byłoby tworzyć piosenki, ale to mniej prawdopodobnie, jednakże uczę się od Marsów, iż należy podążać za swymi marzeniami. A ja najbardziej chciałabym trafić do lepszego miejsca, być szczęśliwa, spotkać miłość.
Pobiłam samą siebie, masakra O.o... Kto dotrwał do tego zdania? Zgłoś się! :D

| Opowiadania | Twitter (tu informuję o nowych postach!) | last.fm | Tumblrprywatny formspring (tu lepiej pytać!) | formspring ze spamem | YouTube | e-mail (sprawdzam pocztę codziennie, więc możesz pisać!) |

1 komentarz:

  1. Ja dotrwałam. Melduję się :)
    http://wirtuoz-tenisa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Bardzo proszę o choć krótką opinię, by móc pisać lepiej! Bo po co udostępniać, skoro nie ma odezwu, że ktoś czyta?