Otworzyłam zaklejone piaskiem
oczy. Otaczała mnie wszechobecna, bolesna jasność. Czułam się spokojna i lekka.
Nie czułam się tak źle, jak przez ostatni długi czas; nie towarzyszyły mi
zupełnie żadne negatywne emocje. Naprawdę nigdy nie pamiętałam takiego stanu.
- Nareszcie! Tak jest! Hurra! - Radośnie
poderwałam się i klasnęłam w ręce, po czym zaczęłam biec przed siebie. W końcu
mi się udało! Po kilku próbach na przestrzeni lat, po dwóch cholernie długich
miesiącach pełnych pogrążającej absencji! Tak się cieszyłam, że wreszcie
opuściłam ziemskie piekło. Nareszcie otrzymałam błogosławieństwo. Nigdzie nie
mogło być gorzej...
Nagle ktoś złapał mnie za ramię;
takich atrakcji się tam nie spodziewałam. Odwróciłam głowę lekko przestraszona.
Mężczyzna miał tak nieszczęśliwą minę, że po dłuższej chwili patrzenia na niego
z pewnością sama miałam świeczki w oczach.
- Jak mogłaś? Jak mogłaś to zrobić? - Jego
głos wyrażał jeszcze większy ból.
- O czym mówisz?
- Dlaczego się zabiłaś?! Przecież wiesz, że
tak nie można!
Łzy napłynęły mi do oczu.
Cholera, lekkość ducha totalny szlag trafił.
- Ta pustka mnie zbytnio przytłoczyła! Trwała
zbyt długo! Przestałam już wierzyć, że będzie lepiej! Myślałam, iż po
przeprowadzce stanę się szczęśliwa, ale bardzo się przeliczyłam! Nie mogłabym
czekać kolejnych pięć lat!
- Nie wiesz, jak blisko było już twoje
szczęście, naprawdę... A ty pomyślałaś tylko o sobie. Nie obchodził cię jego
los. Jak sądzisz, jak poczułby się, gdyby mógł wiedzieć, że jego szczęście się
zabiło?
- Daj mu inne - poprosiłam cicho po chwili
milczenia.
- Tak się nie da - odparł, kładąc mi ręce na
ramionach; czułam to, co on - ból, tęsknotę, żal... Zapragnęłam wyć z powodu
utraty tego, czego nigdy nie miałam... Dlatego, że nie mogłam już tego
otrzymać. Przez własną głupotę i słabość. Mój Boże... Dlaczego Cię nie ma?
Dlaczego mi na to pozwoliłeś?
- Przecież odrzuciłaś Boga, stwierdziłaś, że
go nie potrzebujesz. - Mężczyzna odpowiedział na moje myśli.
- Podobno On kocha nawet grzeszników i jedna
zabłąkana owieczka jest dla niego ważniejsza od całego stada tych zawsze
dobrych - burknęłam na swoją obronę.
- Masz rację. Dlatego Bóg oferuje ci drugą
szansę.
- Czyli że mogę wrócić? - spytałam cicho, z
nadzieją.
- Jeżeli chcesz, On ci na to pozwoli. Ale
proszę cię... Wykorzystaj tę szansę jak najlepiej. Naprawdę! Tak bardzo
chciałbym, aby wszystko się udało...
- Dobrze. Postaram się - odparłam, by nie miał
już tak zrozpaczonej twarzy; naprawdę przykro mi było na nią patrzeć.
- W takim razie... Do zobaczenia, skarbie -
szepnął mi do ucha i kiedy delikatnie musnął wargami mój policzek, poczułam, że
wracam.
Zaczęłam się naprawdę mocno
krztusić. Na oślep zsunęłam się z łóżka, po czym doczłapałam się do toalety, by
zwrócić garść tabletek. Klęczałam tak przed otwartym sedesem dobrych kilka
minut, zaczynając trząść się od płaczu. Gdy już się nieco uspokoiłam, przemyłam
twarz zimną wodą i weszłam pod prysznic.
- Dobrze - powiedziałam powoli. - Dobrze.
Skoro mogę... Obiecuję się postarać, jeżeli warto.
_______________________________________________
Dziękuję Patrycji i Mazurowi za ćpanie na WF-ie, gdy pisałam streszczenie ^^. "On jest aktorem i ćpa." "To go szybko z teatru wywalą..." "Nie brałaś dziś tabaki? To jak ty funkcjonujesz?" <3