piątek, 18 maja 2012

Prolog: There's a paradise beneath me

♫30 Seconds to Mars – Buddha for Mary
Otworzyłam zaklejone piaskiem oczy. Otaczała mnie wszechobecna, bolesna jasność. Czułam się spokojna i lekka. Nie czułam się tak źle, jak przez ostatni długi czas; nie towarzyszyły mi zupełnie żadne negatywne emocje. Naprawdę nigdy nie pamiętałam takiego stanu.
 - Nareszcie! Tak jest! Hurra! - Radośnie poderwałam się i klasnęłam w ręce, po czym zaczęłam biec przed siebie. W końcu mi się udało! Po kilku próbach na przestrzeni lat, po dwóch cholernie długich miesiącach pełnych pogrążającej absencji! Tak się cieszyłam, że wreszcie opuściłam ziemskie piekło. Nareszcie otrzymałam błogosławieństwo. Nigdzie nie mogło być gorzej...
Nagle ktoś złapał mnie za ramię; takich atrakcji się tam nie spodziewałam. Odwróciłam głowę lekko przestraszona. Mężczyzna miał tak nieszczęśliwą minę, że po dłuższej chwili patrzenia na niego z pewnością sama miałam świeczki w oczach.
 - Jak mogłaś? Jak mogłaś to zrobić? - Jego głos wyrażał jeszcze większy ból.
 - O czym mówisz?
 - Dlaczego się zabiłaś?! Przecież wiesz, że tak nie można!
Łzy napłynęły mi do oczu. Cholera, lekkość ducha totalny szlag trafił.
 - Ta pustka mnie zbytnio przytłoczyła! Trwała zbyt długo! Przestałam już wierzyć, że będzie lepiej! Myślałam, iż po przeprowadzce stanę się szczęśliwa, ale bardzo się przeliczyłam! Nie mogłabym czekać kolejnych pięć lat!
 - Nie wiesz, jak blisko było już twoje szczęście, naprawdę... A ty pomyślałaś tylko o sobie. Nie obchodził cię jego los. Jak sądzisz, jak poczułby się, gdyby mógł wiedzieć, że jego szczęście się zabiło?
 - Daj mu inne - poprosiłam cicho po chwili milczenia.
 - Tak się nie da - odparł, kładąc mi ręce na ramionach; czułam to, co on - ból, tęsknotę, żal... Zapragnęłam wyć z powodu utraty tego, czego nigdy nie miałam... Dlatego, że nie mogłam już tego otrzymać. Przez własną głupotę i słabość. Mój Boże... Dlaczego Cię nie ma? Dlaczego mi na to pozwoliłeś?
 - Przecież odrzuciłaś Boga, stwierdziłaś, że go nie potrzebujesz. - Mężczyzna odpowiedział na moje myśli.
 - Podobno On kocha nawet grzeszników i jedna zabłąkana owieczka jest dla niego ważniejsza od całego stada tych zawsze dobrych - burknęłam na swoją obronę.
 - Masz rację. Dlatego Bóg oferuje ci drugą szansę.
 - Czyli że mogę wrócić? - spytałam cicho, z nadzieją.
 - Jeżeli chcesz, On ci na to pozwoli. Ale proszę cię... Wykorzystaj tę szansę jak najlepiej. Naprawdę! Tak bardzo chciałbym, aby wszystko się udało...
 - Dobrze. Postaram się - odparłam, by nie miał już tak zrozpaczonej twarzy; naprawdę przykro mi było na nią patrzeć.
 - W takim razie... Do zobaczenia, skarbie - szepnął mi do ucha i kiedy delikatnie musnął wargami mój policzek, poczułam, że wracam.
Zaczęłam się naprawdę mocno krztusić. Na oślep zsunęłam się z łóżka, po czym doczłapałam się do toalety, by zwrócić garść tabletek. Klęczałam tak przed otwartym sedesem dobrych kilka minut, zaczynając trząść się od płaczu. Gdy już się nieco uspokoiłam, przemyłam twarz zimną wodą i weszłam pod prysznic.
 - Dobrze - powiedziałam powoli. - Dobrze. Skoro mogę... Obiecuję się postarać, jeżeli warto.
_______________________________________________
Dziękuję Patrycji i Mazurowi za ćpanie na WF-ie, gdy pisałam streszczenie ^^. "On jest aktorem i ćpa." "To go szybko z teatru wywalą..." "Nie brałaś dziś tabaki? To jak ty funkcjonujesz?" <3